Fresh Garden Mask Pearl – wypróbowana!

Na pierwszy rzut wybrałam maskę z wyciągiem z pereł. Urocze, różowe opakowanie z ogromną perłą przykuło moją uwagę, stąd wybór. No i jeszcze zadecydowało to, że maska jest dla skóry suchej i matowej, a ja ostatnio trochę chorowałam, co też odbiło się na kondycji mojej skóry.

W jednym z postów opisałam Wam właściwości maski- dla przypomnienia kliknij.

       

Przed zaaplikowaniem maski należy oczyścić twarz tonerem- ja użyłam płynu 2w1 (micelarnego z tonikiem z wyciągiem z bławatka z firmy Tołpa). Połączyłam założenie maski na twarz wraz z maską na włosach – ze względu na oszczędność czasu (przynajmniej mam takie wrażenie 😊).

Maska po rozpakowaniu jest mocno nasączona lekko gęstawym, przezroczystym płynem. Ma bardzo delikatny zapach, trochę pudrowy. Mi kojarzył się z takimi pudrowymi cukierkami z dzieciństwa. Pierwszy raz używałam maski w płacie, więc jej założenie na twarz nie było idealne i zajęło mi chwilę. Gdzieniegdzie miałam zakładki i porobiły mi się też niewielkie pęcherzyki powietrzne, które nieumiejętnie rozcierałam. Maska bardzo wilgotna, zatem ogólnie dobrze przykleja się do twarzy (chociaż mnie odstaje trochę na nosie). Jest też dość duża, więc przykryła spokojnie całą twarz od linii włosów aż lekko za brodę.

Po założeniu miałam delikatne uczucie chłodzenia, które przeszło w dziwne, ale przyjemne
uczucie otwierania porów skórnych. Czułam jakby moja skóra, każda jej komórka, oddychała!

Bardzo fajnie można się zrelaksować, wyciszyć. Rozłożyłam się na sofie, maska na twarzy, ulubiona muzyka w tle – czułam się jak w prawdziwym SPA.

Po około 20 minutach zdjęłam maskę. Na skórze pozostało dość sporo płynu, którym maseczka była nasączona. Należy tę pozostałość delikatnie wklepać w skórę. Jak już wszystko się wchłonęło skóra była napięta, ale bez tego nieprzyjemnego uczucia jakby zaraz miała pęknąć oraz delikatna w dotyku. Cała twarz była bardzo nawilżona. Jestem zaskoczona takim efektem już po pierwszym użyciu. Ale.. producent wspomina o tym, że maska działa rozjaśniająco – takiego efektu niestety nie zauważyłam.

Ponieważ  zostało mi dużo płynu na samej bawełnie i w opakowaniu, postanowiłam go wykorzystać (jak prawdziwa „Grażyna” – co by się nic nie zmarnowało 😀 ). Lekko wklepałam i wsmarowałam płyn w dłonie (strasznie mi się wysuszają), w dekolt i w stopy. Szybko się wszystko wchłonęło, pozostawiając lekko aksamitną powłokę.

Zdecydowanie polecam tę maskę! Można ją zakupić przez internet np. Skin79Polska (teraz w promce za 10 zł).

Już niedługo recenzja kolejnej maski 😊 Zostańcie z nami.

Próbowałyście już tej maski? A może polecacie inne maseczki w płacie? Czekamy na Wasze rekomendacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *