Runmageddon – a na co to komu?

Hej!

W ostatnią niedzielę przebiegłam Runmageddon. Nie wiem jak to zrobiłam, ale udało się! 😀 A w zasadzie to chyba wiem – dzięki wspaniałym ludziom, którzy biegli ze mną.

Chciałabym Wam o tym opowiedzieć, a może sami skusicie się, żeby kiedyś wziąć udział w takim piekle:) (tu sobie możecie obejrzeć, jeśli nie wiecie o czym mowa)

Pomysł, żeby wystartować w tym morderczym biegu został rzucony jakiś czas temu przez znajomych. A że wszyscy, których pytałam o Runmageddon twierdzili, że  „na bank dasz radę”, „to bardziej zabawa, niż rywalizacja”, „będzie fajnie i wszyscy dobiegną do mety” – to się zdecydowałam. Nie dajcie się oszukać, wcale nie jest tak łatwo!

Od ponad roku chodziłam a to na siłownię, a to na różne zajęcia fitness. Niestety niezbyt regularnie. Jakoś od dwóch miesięcy spięłam się i wykupiłam zajęcia z trenerką personalną, która ułożyła mi treningi. Mam pięć zestawów ćwiczeń  i pojawiam się na siłowni trzy razy w tygodniu. Po tych dwóch miesiącach wydawało mi się, że już mam spoko formę i faktycznie może nie taki straszny ten Runmageddon.

Uwierzcie mi, że jest straszny 😀 Przynajmniej był taki dla mnie przez pierwsze pół godziny. Największy kryzys nastał po pierwszym wejściu do wody (tak, to była woda w Bałtyku :D). Chciało mi się ryczeć i byłam gotowa „wypisać się z tego biegu”. Zapomniałam dodać, że  do biegu zapisali się ze mną: mój narzeczony, moja siostra i piątka znajomych (pozdro Kochani!).  Gdyby nie oni, myślę że po tej pierwszej kąpieli mogłabym zrezygnować. Ale udało się! I bardzooooo się cieszę, że nie odpuściłam.

Co dał mi start w Runmageddonie?

Po pierwsze  – medal 😀 nigdy nie zdobyłam żadnego, więc bardzo się cieszę, że go dostałam 🙂 Kolejna sprawa, to super uczucie, że nie ma rzeczy niemożliwych i wszystkie bariery siedzą w głowie. A jak się bardzo chce to naprawdę można wiele. Oprócz super ekipy, która ze mną biegła spotyka się tam wiele fajnych osób. Inni uczestnicy na trasie to coś świetnego. Każdy wyciąga do Ciebie pomocną dłoń, nie patrząc czy jesteś z jego drużyny czy też nie. Wbiegasz pod górkę, czujesz, że uda palą cię z wysiłku,a tu ktoś za tobą: „też już nie mam siły, ale popchnę cię i biegnij dalej!” Od razu czujesz, że jednak masz jeszcze jakieś ukryte pokłady mocy. Kolejna sprawa – wolontariusze – super! Oni serio szczerze cię dopingują i wierzą, że dasz radę 🙂 A Pani na mecie cię wyściska i powie: „Widzisz! Dałaś radę!” I nie liczyło się to, że byliśmy prawie ostatni, ważne było to żeby każdy dobiegł 🙂

Jak wspomniałam wcześniej, startowałam z narzeczonym. Polecam każdemu, kto ma taką możliwość pobiec ze swoją drugą połówką. Start z Jackiem sprawił, że moja miłość do niego została pomnożona razy sto 😀 Poważnie, to bardzo dobry sposób na sprawdzenie się w związku – polecam zwłaszcza początkującym parom 😉 Na jego miejscu słuchając siebie w tym kryzysowym momencie albo bym pobiegła dalej, albo strzeliła się w łeb. On mnie nie zostawił, tylko czekał i krzyczał „Elizuńko! Nie poddawaj się, biegniesz! Już, już!” Nawet się nie wkurzył za mocno. W tamtym momencie go wyzywałam, ale teraz jestem mu bardzo wdzięczna..

Czego żałuję?

Że nie przygotowałam się lepiej fizycznie.
Jeśli nie jesteście w super formie, ale kusi Was żeby wystartować to serio – przyłóżcie się. To wcale nie jest takie łatwe i trzeba mieć sporo siły, zwłaszcza w rękach. Inaczej  – tak jak ja przeżyjecie momentami prawdziwe PIEKŁO 😀

 

 

Podsumowując – polecam, bo to niesamowite przeżycie. Siniaki się zagoją, a wspomnienia i duma z samego siebie zostaną. Jeśli tak jak ja, nie jesteście super sporowcem, to tym bardziej Wam polecam – zdobędziecie medal 😀 I TAK – w przyszłym roku planuję wziąć udział jeszcze raz. Teraz mam super motywację, żeby chodzić na siłownię i pracować nad formą.

Bierzcie dupki w troki i do dzieła!

Pozdrawiam Eliza

2 thoughts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *