Mój pierwszy raz na SeeBloggers – część 2

Wczoraj przedstawiłam Wam moje zdanie na temat warsztatów. Dziś przyszła kolej na resztę. Złap kubek gorącej herbaty/ czekolady/ kawy i zapraszam do lektury 🙂

Stoiska i prezenty:

Największe wizualne wrażenie na mnie zrobiło stanowisko firmy AA. Było bezczelnie piękne! Niestety nie udało mi się dostać do żadnej osoby, aby móc porozmawiać o ich nowych produktach, jak i starych, o współpracy itd. Nie mogłam przez dwa dni nikogo dorwać.  I trochę jestem zawiedziona. Cały czas mieli tłumy na swoim stoisku między innymi za sprawą dwóch konkursów. Co do konkursów – w fotograficznym wzięłam udział, co do testowania smaków nie mogłam się dopchać. Panie obsługujące konkurs z tego co widziałam bardzo sympatyczne. Od AA otrzymałam krem hydro-sorbet i dwie maseczki 🙂

 

Drugie stoisko, które mnie urzekło wizualnie – Annabelle Minerals. Również można było wziąć udział w konkursie, również mieli tłum przy swoim stoisku. Dla mnie była to nowa firma. Wcześniej o niej nie słyszałam i bardzo chciałam poznać.  Na szczęście udało mi się porozmawiać o ich produktach jak i o historii firmy. Kobieta z którą rozmawiałam była bardzo miła i chętnie dzieliła się wiedzą. Bardzo fajna pogawędka. Poznałam również założycielkę, Panią Annę. Sympatyczna osóbka. Konkurs na kompozycję z produktami – przyciągał tłumy.

Annabelle Minerals obdarowało mnie przeuroczym pudełeczkiem z 16 próbkami  mineralnych cudowności (pudry, korektory, róże i cienie do powiek).

 

Stoisko Lumene – na chwilę przystanęłam zobaczyć co mają na stoisku i jedna z Pań od razu mnie zagaiła. Bez wahania zaczęła opowiadać o nowych produktach. A miała gadanego! Mówiąc o produktach zaprezentowała kilka produktów z linii makijażu hybrydowego (?!) – nie wiedziałam, że coś takiego jest: rozświetlacz, róż i podkład – wszystko w płynnej formie. No w rozświetlaczu i różu to się zakochałam. Lekka formuła, ładnie się wchłonęły, pięknie wyglądały na dłoni. Opowiedziała mi również o maseczkach, kremach i serum. Dobrze przygotowana prezentacja firmy i produktów.

Od tej firmy otrzymałam mini próbkę rozświetlacza ( <3) i tonujące serum oraz krem na dzień, krem/maskę na noc i maseczkę oczyszczającą.

 

Stoisko Oillan – no te Panie (wszystkie) skradły moje serce. Wszystkie przesympatyczne, chętne do rozmów nie tylko na temat produktów, z ogromną wiedzą. Jedna z Pań zrobiła mi badanie skóry twarzy – wszystko przy okazji cierpliwie tłumaczyła. Wyszło (tak jak myślałam), że mam skórę mieszaną – strefa T lekko tłusta, policzki lekko suche. Ale Pani ku mojej uciesze powiedziała, że mam w bardzo dobrym stanie skórę, jest ładnie odżywiona i nawodniona (czyli jednak moje upiększające rytuały działają!).

Od Oillan dostałam najwięcej próbek i jeszcze po warsztatach zestaw balsamów (ale jestem leszczem i go zgubiłam 🙁 ). Próbki: kremów, balsamów, żelu do mycia.

 

Stoisko Pharmaceris – tak jak wyżej. Świetny warsztat + Panie na stoisku przesympatyczne, chętne do rozmów i o produktach i o współpracy, cierpliwe odpowiadały na moje pytania. Panie doktor pomocne w sprawach problemów skóry głowy. Jestem zachwycona ich wiedzą i zaangażowaniem.  I bardzo im dziękuję! Dobrze czułam się na ich stoisku.

Od Pharmaceris dostałam peeling do skóry głowy oraz szampon i dwie próbki: kremu  i żelu do mycia.

 

 

Chiodo – fajna atmosfera panowała na ich stoisku, wizualnie też mi się podobało (ta ściana z kwiatów – petarda). Kilka Pań chętnych do rozmów, zapraszały mnie na zrobienie paznokci – nie skorzystałam, gdyż nie noszę hybryd (mam całkiem zajebiste paznokcie i większość zwykłych lakierów spokojnie wytrzymuje mi tydzień/ dwa tygodnie). Większość bardzo pozytywne wrażenie na mnie wywarła,alee.. No tu się pojawiło „ale” – jedna z Pań tylko trochę mnie zraziła. Pierwszym pytaniem było jaki mam zasięg, jak powiedziałam, że niewielki bo bloguję od marca, to Pani niechętnie kontynuowała rozmowę dając wyraźnie do zrozumienia, że początkujący blogerzy mogą sobie odpuścić myślenie o współpracy z nimi. Za to minus.

 

Hebe + Gosh – mieszane mam uczucia. Podchodziłam do nich kilkukrotnie, zero zainteresowania. Miałam wrażenie, że są tam za karę. Drugiego dnia udało się chwilę porozmawiać z Panią z Gosh na temat konkretnego produktu. I jeszcze ta promka, że z kartą Hebe założoną na stoisku dostanie się 50% – spoczko, bo chcę kupić pomadkę do ust matującą, która wpadła mi w oko na stoisku.  Mimo tego niesmak z pierwszego dnia pozostał.

 

Daniel Wellington – chciałam się dowiedzieć jak wygląda współpraca, czy są chętni itd. Pani nie miała najmniejszej ochoty rozmawiać. Nie wiem czy miała gorszy dzień, podbiłam więc w niedzielę. Z daleka widziałam, że ma tę samą minę co dnia poprzedniego i odpuściłam.

 

 

 

Play – fajna gierka, pod koniec niedzieli miałam 3 wynik. I tyle. Nic z Paniami nie rozmawiałam, bo i po co. Mam swój telefon w play.

 

Dermaglin – bardzo krótka rozmowa, a raczej monolog. Pani przeprosiła, ale już była zmęczona i nie chciało jej się wszystkiego dokładnie opisywać (była to niedziela popołudniu). W skrócie powiedziała mi o składzie, jak wygląda proces robienia maseczki, i jakie ona produkty poleca. Krótko, zwięźle i na temat. Nie męczyłam Pani pytaniami, choć kilka miałam. Dostałam mydełko dermatologiczne z zieloną glinką kambryjską, maskę na piersi, maskę na skórę głowy i  dwie maski na twarz.

 

 

Michel Mercier – dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak suchy żel do mycia – idealny na podróż, konferencje itp. który ładnie pachnie i nie pozostawia uczucia lepkości. Plus krótka prezentacja ich szczotek do włosów i suchych szamponów. Mieli również konkurs, w którym nie zdążyłam wziąć udziału. Ale po warsztatach dostałam szczotkę dopasowaną do moich włosów – i powiem tak, robi robotę!

 

 

Lody tajskie – w sumie dzięki Marcie (wytrwale stała w dłuuugiej kolejce) spróbowałam tego rodzaju lodów po raz pierwszy i są zajebiste. Podziwiam Pana, który cały dzień je robił. Szacun!

Fit&Easy – próbowałam tylko koktajlu z jarmuża (jakoś burak do mnie nie przemawiał). Dobre, z tym, że według mnie za krótko były miksowane i w koktajlu były ogromne kawałki niezmiksowanych składników.

 

 

 

Nie wszystkie stoiska odwiedziłam. Jednak byłam na większości. Zdjęcia poniżej 🙂

 

Ogólne wrażenia mam pozytywne. Było kilka niedociągnięć np. z aplikacją SeeBloggers (nie działa opcja umawiania spotkań 1:1), ale zapewnionych zostało wiele atrakcji dla uczestników. Ja bawiłam się dobrze i był to bardzo intensywny weekend. W przyszłym roku chcę się wybrać ponownie.

Byłam bardzo zaaferowana warsztatami i stoiskami, że ostatecznie udało mi się tylko przez chwilę porozmawiać z kilkoma blogerkami, więc na temat osób uczestniczących niewiele mogę powiedzieć. Może w przyszłym roku uda się z większą ilością osób pogadać i się poznać przede wszystkim..

Co do imprezy integracyjnej – tu było doskonale widać jak potworzyły się grupy znajomych i jak ciężko jest poznać się z kimś jako nowa.

Dziękuję Kesendżra, Zuzu i Marta, że byłyście ze mną. 😉 :*

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *