Piękno zrodzone z arktycznego blasku? Sprawdziłam.

Zwlekałam do ostatniej chwili z tym wpisem. Dlaczego? Już wyjaśniam. Z fińską marką LUMENE zetknęłam się podczas tegorocznego SeeBlogers. Nie znałam i nie słyszałam o niej wcześniej. Otrzymałam próbki do przetestowania, dlatego też zwlekałam z wpisem.

 

Zacznę od produktu, który mnie urzekł najbardziej. Jest to nawadniający krem na dzień  do każdego typu cery- Intense Hydration Lumene Lahde. Ja mam  cerę mieszaną, moja mama suchą (a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że bardzo suchą skórę wieloletniego palacza i wielbicielki opalania). U mnie krem sprawdza się bardzo dobrze. Ma lekką konsystencje, dobrze się wchłania i cudownie nawadnia. Szczególnie w okresie upałów i opalania (sprawdził się bardzo dobrze na mocno opaloną skórę twarzy – idealnie ukoił przesuszoną twarz). Używam próbkę codziennie od prawie miesiąca i jestem zadowolona z jego działania. Przyjemny zapach, który ciężko mi porównać do czegoś – po prostu nazwę tę woń świeżą.

U mojej mamy (60-tka na karku) jest dwojako – raz fajnie nawilżył jej skórę (a wierzcie mi, że to się rzadko zdarza), innym razem miała uczucie ściągania i musiała szybko go zmyć.

Skład – podstawowym składnikiem jest arktyczna woda i wyciąg z arktycznej brzozy. Skład produktu nie jest w 100% naturalny.  O składzie możecie poczytać na przykład na stronie  mojekosmetyki.plkochamkosmetyki.pl lub ekobieca.pl. Specjalnie podałam te trzy strony, ponieważ są na nich różne ceny tego kremu- od 80 – 100 zł.

 

Kolejnym produktem tej marki jest maseczka oczyszczająco – detoksykująca z serii SISU. Używałam tej maseczki 2 razy – niestety moja skóra teraz nie potrzebuje oczyszczania, a nawadniania. Ale opisze Wam pierwsze i drugie wrażenie. 🙂

Pierwsze – taka sobie ot maseczka. Nie zauważyłam żadnych spektakularnych rezultatów (moja skóra jest dobrze oczyszczana codziennie, więc też nie spodziewałam się efektu „WOW”). Natomiast przy drugim użyciu czułam lekkie mrowienie skóry. Zapach owocowo-leśny, przyjemny dla nosa. Konsystencja maseczki – bardzo gęsta, dobrze się nakłada na twarzy. Przez to, że ma w sobie drobinki aż ręce świerzbią, żeby wykonać lekki masaż peelingujący.  Tak też zrobiłam :). Po drugim użyciu zauważyłam, że skóra jest bardziej matowa na nosie i czole, a reszta skóry ma zdrowy wygląd. Ciężko jest mi powiedzieć czy to tylko zasługa tej maski. Ale uważam, że jest godna wypróbowania. Jak przyjdzie jesień na pewno bardziej się przyjrzę efektom tej maski (tak, jak wspomniałam wcześniej, moja skóra potrzebuje teraz nawilżenia, a nie oczyszczenia).

Skład możecie sprawdzić np. bodyland.pl, ekobieca.pl lub mojekosmetyki.pl. Cena od 119 zł – 149 zł.

 

Na koniec zostawiłam krem na noc z witaminą C z serii Lumene VALO.

Skład: bodyland.pl, mojekosmetyki.pl lub ekobieca.pl. Cena: od 90 – 120 zł

Wrażenie – cudowny, orzeźwiający, cytrusowy zapach – aż chce się zjeść ten kem. Jest gęsty i dobrze się rozprowadza na skórze. Jak wieczorem miałam czerwone niespodzianki (zaskórnik lub miniwulkan), rano były mniejsze i znikało zaczerwienie. Z takiego efektu jestem bardzo zadowolona. Ponad to rano twarz była delikatna i promienna.  Jeśli szukasz fajnego kremu na noc – wypróbuj ten. Warto.

 

Dostałam jeszcze próbki: serum  i rozświetlacz. Nie próbowałam jeszcze, ale na pewno się podzielę wrażeniem 🙂 Zaintrygowało mnie to, że są to produkty do makijażu hybrydowego i ponoć długo utrzymują się na skórze. Więcej o produktach Lumene do makijazu hybrydowego (warto przeczytać, bo robi wrażenie) znajdziecie na stornie invisibleillumination.pl

 

 

Produkty fińskiej marki nie należą do najtańszych, ale czasem warto zainwestować w dobry produkt. Krem na dzień polecam z całego serca, bo jest na prawdę dobry. Maseczka – mam jeszcze mieszane uczucia, za mało jej używałam. Krem na noc- miłe zaskoczenie, również polecam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *